06-25-2014, 01:07 PM
Jestem ciekaw, pograłbym, choć estetycznie wywołuje to mój sprzeciw.
Zdjęcia Sprzętu!
|
06-25-2014, 01:07 PM
Jestem ciekaw, pograłbym, choć estetycznie wywołuje to mój sprzeciw.
06-25-2014, 01:07 PM
ale ta grzeczność jest częścią języka angielskiego - znam w Polsce Anglika, który pracuje jako native speaker i wykładowca. Ożenił się z Polką, i przez jakiś czas miał depresję że żona go opierdala i generalnie traktuje jak niewolnika, dlatego że mówiła mu np "wynieś śmieci", a nie "czy mógłbyś być tak uprzejmy i wynieść proszę śmieci". Więc jak już walczymy o perfekcjonizm, to zachowajmy też tę grzeczność
![]() a w ogóle: ![]() (06-25-2014, 12:01 PM)Maciejeq napisał(a): Wiecie co? Tylko my, Polacy spinamy dupy o ten angielski. Wszyscy którzy używają go na codzień wbijają gigantyczną lachę w to, czy ktoś ubezdźwięcznia czy też nie, ważne żeby tekst był zrozumiały. Nie skumam tego dążenia do bycia bardziej hamerykańskim/angielskim niż sami angole i jankesi Nie jest problemem mówienie/śpiewnie z akcentem. Wystarczy zdać sobie sprawę jak niewielu aktorów amerykańskich potrafi wiarygodnie odwzorować akcent anglika - a są to ludzie zarabiający na życie dokładnie tym, że umią udawać ![]() Anglicy z jakiegoś powodu z udawaniem Amerykanina radzą sobie nieporównywalnie lepiej, ale nawet wtedy nie jest to dla nich proste - Hugh Laurie przy okazji House`a dokładnie mówił o tym, że np. niektórych słów po prostu unika bo nie jest w stanie ich wypowiedzieć prawidłowo. Dalej, nawet w stanach jest przecież 200 różnych akcentów i ludzie poświęcają parę lat ćwiczeń by pozbyć się np. Teksańskiego zaciągania. Wiele znanych amerykańskich wokalistek śpiewa z wyraźnym akcentem np. latynoskim i nikomu to nie przeszkadza. Dlaczego? Bo pomimo konkretnego akcentu znają język i posługują się nim prawidłowo. Osoba która nie ma odpowiedniego zaplecza merytorycznego starająca się na siłę, celowo ukryć swój akcent za pomocą metody "na misia" (czyli puree do buzi) IMO strzela sobie w kolano wywołując niezamierzony efekt komiczny i potworki na miarę "ejpla" o którym ostatnio z Herpem gadałem. Przeciętny polski wokalista nie śpiewa z polskim akcentem - śpiewa z czysto nowojorskim akcentem, tylko pod wpływem mocnych leków rozluźniających ![]()
06-25-2014, 01:17 PM
(06-25-2014, 11:54 AM)yarzenioova napisał(a):(06-25-2014, 11:40 AM)herp napisał(a):Też to chciałem napisać, polski najlepiej brzmi po polsku, a angielski po angielsku w śpiewaniu. Też nie lubię jak ktoś śpiewa z wyraźnym akcentem, dlatego bardzo mi pasuje Margaret, się umiała nauczyć, a Sistars uważane za świetnie śpiewające po angielsku jak na polskie warunki z czasem też mnie męczą, bo trochę im jednak brakuje, a w końcu AEIOU na zagramanice targetowały.(06-25-2014, 11:21 AM)3cina napisał(a): A jestem filologiem angielskim i wcale nie uważam że celem nauki jest kopiowanie idealnej wymowy. powinniście usłyszeć jak pimpongi mówią po angielsku
OO==++
06-25-2014, 01:44 PM
06-25-2014, 01:51 PM
(06-25-2014, 01:08 PM)groza napisał(a):(06-25-2014, 12:01 PM)Maciejeq napisał(a): Wiecie co? Tylko my, Polacy spinamy dupy o ten angielski. Wszyscy którzy używają go na codzień wbijają gigantyczną lachę w to, czy ktoś ubezdźwięcznia czy też nie, ważne żeby tekst był zrozumiały. Nie skumam tego dążenia do bycia bardziej hamerykańskim/angielskim niż sami angole i jankesi Groza, tzn nie rozróżniacie dwoch spraw. Jedna to umiejscowienie dźwięków, a druga to akcent. w polskim np /cz/ czy /sz/ są bardzo twarde, w angielskim winny być miękkie. Ktoś kto poprawnie akcentuje, ale nie przestawi aparatu mowy i stosuje polskie substytuty angielskich dźwięków nie zabrzmi fajnie. IMHO! ![]()
06-25-2014, 02:06 PM
rozróżniamy, rozróżniamy. Generalnie na świecie mówi się "akcent" mając na myśli całość specyficznej wymowy jakiegoś regionu. Np amerykanin akcentuje pomidora na tę samą sylabę co anglik, ale mówi "tomejto" i tu jest różnica. Albo "frying pen" itd. Akcentowanie też się trochę różni, owszem, niektóre sylaby bardziej przeciągają etc. Ale główna różnica jest właśnie w aparacie mowy i wymawianiu pewnych głosek. Brzmią inaczej. Moim zdaniem, jak pisze Groza, jeśli ktoś się językiem posługuje poprawnie, przekazuje treść zrozumiale i gramatycznie, to jakaś regionalna wymowa nie powinna być problemem. Mi niektórzy Anglicy mówią że jestem najlepiej mówiącym w ich języku obcokrajowcem jakiego znają. Inni, jak tylko usłyszą choćby cień obcej wymowy, natychmiast przestają rozumieć co się do nich mówi, każą powtarzać, mówić wolniej, głośniej itd. W przypadku wokalistów w ogóle kwestia jest taka, że to tylko jedno z ich narzędzi. Często ludzie nie są pewni tekstów piosenek w ich własnych rodzimych językach, nie zawsze jest to priorytet. Już były czasy że komisje egzaminacyjne decydowały kto może być muzykiem rockowym i występować, a kto nie. Niech publika decyduje. Bo się jeszcze okaże że nie można grać bluesa jak się nie jest czarnym synem niewolnika z delty Mississippi.
![]()
06-25-2014, 02:09 PM
(06-25-2014, 02:06 PM)Marcin S napisał(a): rozróżniamy, rozróżniamy. Generalnie na świecie mówi się "akcent" mając na myśli całość specyficznej wymowy jakiegoś regionu. Np amerykanin akcentuje pomidora na tę samą sylabę co anglik, ale mówi "tomejto" i tu jest różnica. Albo "frying pen" itd. Akcentowanie też się trochę różni, owszem, niektóre sylaby bardziej przeciągają etc. Ale główna różnica jest właśnie w aparacie mowy i wymawianiu pewnych głosek. Brzmią inaczej. Moim zdaniem, jak pisze Groza, jeśli ktoś się językiem posługuje poprawnie, przekazuje treść zrozumiale i gramatycznie, to jakaś regionalna wymowa nie powinna być problemem. Mi niektórzy Anglicy mówią że jestem najlepiej mówiącym w ich języku obcokrajowcem jakiego znają. Inni, jak tylko usłyszą choćby cień obcej wymowy, natychmiast przestają rozumieć co się do nich mówi, każą powtarzać, mówić wolniej, głośniej itd. W przypadku wokalistów w ogóle kwestia jest taka, że to tylko jedno z ich narzędzi. Często ludzie nie są pewni tekstów piosenek w ich własnych rodzimych językach, nie zawsze jest to priorytet. Już były czasy że komisje egzaminacyjne decydowały kto może być muzykiem rockowym i występować, a kto nie. Niech publika decyduje. Bo się jeszcze okaże że nie można grać bluesa jak się nie jest czarnym synem niewolnika z delty Mississippi. ![]()
06-25-2014, 03:42 PM
(06-25-2014, 01:51 PM)herp napisał(a): Roger Sciemowsky w całej okazałości Z tego co ustaliłem wzmacniacz robiła holenderska firma Koch podobnie z reszta jak któregoś lampowego Edena. Gra to to bardzo przeciętnie. Jak już musi być full lampa hifi to aguilar albo demeter 1978 MIA Fender Jazz Bass Ash Maple BA II, 1973 MIA Fender Jazz Bass Fretless Alder Rosewood BA II, 1979 MIA Fender Precision Bass Alder Rosewood BA II, 1979 MIA Fender Precision Bass Ash Rosewood BA II, 1972/1988 Custom Fender/Ibanez Jazz Bass Fretless BA II-> Phil Jones, Monster and George'L Cables -> Futube Custom Preamp, Futube modified: DEMETER HBP-1 Tube Bass Preamplifier, SWR SM900, SWR GrandPrix, SWR Interstellar Overdrive; Ampeg SVT II Pro, Marshall JMP1, Fender MB1200 PowerAmp; Groove Tubes SE II, 1970 Hiwatt DR103, 1975 Sound City 50B Plus -> Aguilar GS 210, Aguilar GS 410, Aguilar GS 115, Hiwatt Custom 4x12, Fender ToneMaster Custom Shop 2x12 with Fane Spk, Fender Rumble Custom Shop 4x10, Ampeg SVT-810AV, SOS Audio Upgrades Buss Compressor ![]()
06-25-2014, 04:37 PM
to jest ponoć dokładnie ten sam wzmacniacz, który był sprzedawany w UK pod marką Ashton:
![]() choć Sadowszczak ma jakby więcej gałek. Nie mam wielkiego obeznania w lampach, ale w porównianiu z tymi kilkoma na których miałem okazję pograć, nie zachwycał. ![]()
06-25-2014, 05:02 PM
Ashton to Eden. Sadowsky to całkowicie inna baja.
Oszkurewa, ja chcieć. W dla gościa z Scale The Summit.
![]() P O Z I O M
Z A D O W O L E N I A D O M A N A ![]()
06-25-2014, 06:39 PM
to jest gorsze niz rodzer sciemnowski
Alf juz chyba zwymiotował na ten widok ![]() |
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|