01-07-2013, 11:51 AM
Hej,
Uważam, że warto po raz kolejny i potem po raz kolejny i jeszcze raz dokładnie przysłuchać się temu co się gra i porównać do tego co się dzieje dokoła. Można się dostosować, albo czekać. Zakładając, że próbowało się już naprawdę wszędzie.
Ponadto zwykle wiosna i jesień to czas koncertowy w Polsce.
Z moim ex-składem pierwszy rok kompletowaliśmy się i ćwiczyliśmy i szukaliśmy opcji (pojawiło się stypendium prezydenta miasta na podstawie złożonego wniosku), a potem z demkiem ruszyliśmy w poszukiwaniu koncertów (wszędzie w kraju) z założeniem: oby nie dokładać do tego,a nawet zarobić. Tak też podróżowaliśmy po końcach Polski metodą: Peugeot 306 (2 osoby plus perkusja, piece, gitary, plecaki, inne gadżety) + PKP, PKS, autostop. Mega niewygodnie, mega męcząco, strzelała uszczelka pod głowicą 400km od domu w środku sobotniej nocy, czasem czekało całą noc na dworcu, czasem gitara odmawiała posłuszeństwa i trzeba było grać w okrojonym składzie; jednakowoż rzeczywiste koszty dojazdu były mniejsze niż założone w negocjacjach i pewnie chętniej organizator płacił za samo granie wiedząc, że mieszkamy gdzieś daleko. W międzyczasie dzięki stypendium i odłożonym pieniądzom nagraliśmy audio + teledysk (teledysk w promocyjnej cenie, ale warunkiem było przyjechanie do Opola (400km) na wieczór i kręcenie teledysku przez całą noc i ranek, aby zmieścić się między innymi 'normalnymi' ludźmi; a był listopad (około 0 stopni C), a my w deszczu na dworze ganialiśmy z trumną jakimś po polu i boso na mokrym piasku w nieogrzewanej hali). Potem pojawił się popularny program w TV i z doświadczonymi już barkami i złamanymi karkami poszliśmy i urzekliśmy. Założenie gdzieś tam było, że muzyka ma służyć do zabawy i tak też brzmiała chyba. To tez mogło mieć wpływ na odbiór, ale uważam, że to co już zdobyliśmy tłukąc się po kraju odbiło się na nas i na granych dźwiękach.
Po TV już było łatwo a wynagrodzenia za koncert wzrosły do 600% w stosunku do wcześniejszych. Każdy już mógł odkładać na co sobie chciał, a nie tylko do wspólnej kasy.
Napiszę też o składach z mojego miasta, które grają na prześwietnym poziomie, ale wygląda na to, że czekają na objawienie i czyjąś łaskę. Problem chyba w tym, że trzeba słuchaczowi podstawić nutę pod sam nos. Inaczej nie weźmie. Kiedyś chyba W. Olszak mówił w Jaworkach, że nawet taka Britney Spears jeśli chce polecieć w radio, to 'menago' idzie do rozgłośni wykłada hajs na blat i prosi o emisję w określonych godzinach. Krótka piłka.
Stara zasada biznesowa: żeby zarobić trzeba zainwestować
Zasada usłyszana w TV podczas Gali Mistrzów Sportu: tylko najlepsi (najlepiej przygotowani) mogą liczyć na łut szczęścia.
W tej chwili już sam nie wiem czy odpowiadam na pytanie, ale wierzę, że tak. :) Mnóstwo czasu spędzonego w drodze, zbieranie doświadczenia i powoli fanów, poznawanie ludzi ze składu pod totalnie innym kątem, co na pewno wpływa też na grę. To jest według mnie niezła recepta. Przynajmniej w moim (naszym) wypadku się sprawdziła.
I jeszcze bonus, który przyprawia mnie o eksplozję głowy. Otóż młode zespoły w Warszawie muszą liczyć się z tym, że aby zagrać w niektórych klubach (muzycznych! koncertowych!) należy wynająć od nich scenę/klub na czas koncertu! Założyć pieniądze! I wtedy może się z bramki zwróci, a może nie. To jest zabijanie sceny muzycznej.
A.
Uważam, że warto po raz kolejny i potem po raz kolejny i jeszcze raz dokładnie przysłuchać się temu co się gra i porównać do tego co się dzieje dokoła. Można się dostosować, albo czekać. Zakładając, że próbowało się już naprawdę wszędzie.
Ponadto zwykle wiosna i jesień to czas koncertowy w Polsce.
Z moim ex-składem pierwszy rok kompletowaliśmy się i ćwiczyliśmy i szukaliśmy opcji (pojawiło się stypendium prezydenta miasta na podstawie złożonego wniosku), a potem z demkiem ruszyliśmy w poszukiwaniu koncertów (wszędzie w kraju) z założeniem: oby nie dokładać do tego,a nawet zarobić. Tak też podróżowaliśmy po końcach Polski metodą: Peugeot 306 (2 osoby plus perkusja, piece, gitary, plecaki, inne gadżety) + PKP, PKS, autostop. Mega niewygodnie, mega męcząco, strzelała uszczelka pod głowicą 400km od domu w środku sobotniej nocy, czasem czekało całą noc na dworcu, czasem gitara odmawiała posłuszeństwa i trzeba było grać w okrojonym składzie; jednakowoż rzeczywiste koszty dojazdu były mniejsze niż założone w negocjacjach i pewnie chętniej organizator płacił za samo granie wiedząc, że mieszkamy gdzieś daleko. W międzyczasie dzięki stypendium i odłożonym pieniądzom nagraliśmy audio + teledysk (teledysk w promocyjnej cenie, ale warunkiem było przyjechanie do Opola (400km) na wieczór i kręcenie teledysku przez całą noc i ranek, aby zmieścić się między innymi 'normalnymi' ludźmi; a był listopad (około 0 stopni C), a my w deszczu na dworze ganialiśmy z trumną jakimś po polu i boso na mokrym piasku w nieogrzewanej hali). Potem pojawił się popularny program w TV i z doświadczonymi już barkami i złamanymi karkami poszliśmy i urzekliśmy. Założenie gdzieś tam było, że muzyka ma służyć do zabawy i tak też brzmiała chyba. To tez mogło mieć wpływ na odbiór, ale uważam, że to co już zdobyliśmy tłukąc się po kraju odbiło się na nas i na granych dźwiękach.
Po TV już było łatwo a wynagrodzenia za koncert wzrosły do 600% w stosunku do wcześniejszych. Każdy już mógł odkładać na co sobie chciał, a nie tylko do wspólnej kasy.
Napiszę też o składach z mojego miasta, które grają na prześwietnym poziomie, ale wygląda na to, że czekają na objawienie i czyjąś łaskę. Problem chyba w tym, że trzeba słuchaczowi podstawić nutę pod sam nos. Inaczej nie weźmie. Kiedyś chyba W. Olszak mówił w Jaworkach, że nawet taka Britney Spears jeśli chce polecieć w radio, to 'menago' idzie do rozgłośni wykłada hajs na blat i prosi o emisję w określonych godzinach. Krótka piłka.
Stara zasada biznesowa: żeby zarobić trzeba zainwestować
Zasada usłyszana w TV podczas Gali Mistrzów Sportu: tylko najlepsi (najlepiej przygotowani) mogą liczyć na łut szczęścia.
W tej chwili już sam nie wiem czy odpowiadam na pytanie, ale wierzę, że tak. :) Mnóstwo czasu spędzonego w drodze, zbieranie doświadczenia i powoli fanów, poznawanie ludzi ze składu pod totalnie innym kątem, co na pewno wpływa też na grę. To jest według mnie niezła recepta. Przynajmniej w moim (naszym) wypadku się sprawdziła.
I jeszcze bonus, który przyprawia mnie o eksplozję głowy. Otóż młode zespoły w Warszawie muszą liczyć się z tym, że aby zagrać w niektórych klubach (muzycznych! koncertowych!) należy wynająć od nich scenę/klub na czas koncertu! Założyć pieniądze! I wtedy może się z bramki zwróci, a może nie. To jest zabijanie sceny muzycznej.
A.
Maruszczyk Elwood X5A + Euphonic Audio iAMP 800 + NoisyBox 48


