Ja grałem w tym roku w jakiejś komunistycznej restauracji z lustrem na całej przeciwległej do nas ścianie. Tani zabieg mający zapewne na celu optyczne zwiększenie pomieszczenia. Problemy te same co zwykle - akustyczna perkusja siała łomot i spustoszenie na sali i nasz bębniarz musiał się pilnować. Jedzenie było niezłe, chociaż za mało i po dwunastej już burczało nam w brzuchach.
Wokale tradycyjnie chcieli nam zabić wichurą z sufitu, ale tym razem kelner posłuchał nas i wyłączył klimę nad sceną. Najgorszym aspektem był ewidentny brak na parkiecie płci pięknej mieszczącej się w tolerancji wiekowej zespołu - prawie sama młodzież po 60.
Nie zabrakło tez przysłowiowego "marudy", coś tam płakał że czegoś tam nie zagraliśmy i on by nam nie zapłacił, czyli standardowa impreza...Jeden gość mnie zaskoczył nietypowym życzeniem - zagrajcie Journey "Don't Stop Believin". Odpowiedziałem mu że to świetny kawałek, ale niestety na akordeonie będzie trudno naśladować fortepian
- przynajmniej nie wyszedłem na ignoranta.
Rickenbacker B-HOOD
Rickenbacker 4003 2011, Vox Standard Bass 1982 -> Ampeg V4B AV -> Soundman BS-215
Rickenbacker 4003 2011, Vox Standard Bass 1982 -> Ampeg V4B AV -> Soundman BS-215


