02-11-2015, 08:42 AM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-11-2015, 09:02 AM przez paluch1986.)
Co do pierwszego tematu poruszanego tutaj: Stawiam jednak na coś co ładniej mi zabrzmi i mnie nie zrujnuje finansowo. Zgadzam się z tym że charakter basisty zostaje niezależnie od użytych gratów, aczkolwiek lepiej się czuję z gratami dobranymi wg. mojego widzimisię
Pewnie nie tylko ja. Po co np. wycinać coś czego się nie chce czy podbijać coś czego nie ma a chcę mieć, jak można lepiej dobrać graty. Zakładam że dlatego jedni wolą Fendery, inni Warwicki, inni Ricki, inni jeszcze Defile, Jolany, GMRy. Nie muszę natomiast mieć najlepszych gratów pod słońcem, bardziej liczy się dla mnie jak najlepszy stosunek brzmienia do wydanych pieniędzy. Nie dokładałbym dodatkowo 100% do ceny dla dodatkowego 5% brzmienia. Inną sprawą jest to, że żal ściska cztery litery po ograniu czegoś lepszego, co jest przy okazji droższe, ale warunki finansowe mam takie nie inne i tego nie przeskoczę
Nie chciałbym brać instrumentów ze względu na wartość kolekcjonerską. Taka lokata może stracić na wartości, jeżeli będzie to przy okazji lokata ładnie brzmiąca, to pewnie na koncerty i tak bym jej nie zabrał w obawie przed jakimś uszkodzeniem, czy chwilą nieuwagi na zmianę właściciela itp. Do kanciapy też można się włamać, ale to może taka paranoja ze względu na miejsce zamieszkania
Pewnie kilku kolegom z okolicy bym zaimponował basem za 20 tysięcy pln, ale kupowali moje "brzmienie z ręki" niezależnie czy był to GMR, stary Cort Action Bass, lutnicza kopia Jazz Basa, czy Jolana pociągnięta akwarelą (tak, mam taką, ale nie ja jej to zrobiłem).
Co do inspiracji, zapału, odkąd przestałem szukać "tego jedynego niepowtarzalnego patentu/zagrywki/riffu" idzie mi znacznie łatwiej wymyślanie czegoś. Radość ciągle jest, chyba że akurat sam ogarniam większość rzeczy dla kapeli
Aczkolwiek zazdroszczę radości i chęci jednemu kumplowi, który składa podkłady z fragmentów z winyli i wrzuca je na mpc-tkę. Gość ma więcej radości i zapału, niż połowa muzyków z mojej mieściny razem wziętych. Muszę z nim posiedzieć któregoś dnia wyłożyć mu gamy i skale, bo klawisze już ma i chce się nauczyć jak zagrać coś ładnego.
Co do inspiracji, zapału, odkąd przestałem szukać "tego jedynego niepowtarzalnego patentu/zagrywki/riffu" idzie mi znacznie łatwiej wymyślanie czegoś. Radość ciągle jest, chyba że akurat sam ogarniam większość rzeczy dla kapeli


