05-10-2010, 08:35 AM
Zagraj kiedyś 12 godzin wesela z ciężkim basem to pogadamy 
Ja mam hopla na punkcie pasków.
Po latach doświadczeń z różnymi szerokościami okazało się co następuje:
Szerokość paska ma znaczenie. Ciężar basu ma znaczenie.
Mam szeroki pasek, mam nawet kurwa kilka szerokich pasków.
Ne wesela biorę Laklanda lub Jazza bo ważą po 4kg. Lżejsze basy może i występują ale nie wiem czy wśród tych akceptowalnych dla mnie brzmieniowo.
I co? Ramię nadal napierdalało.
System zaczął działać jak kupiłem stołek perkusyjny Tamy i zacząłem siedzieć w czasie grania, wtedy kiedy tylko się da, tzn jak nie śpiewam.
Straplocków mam 3 rodzaje.
Schallery - działają dobrze. Mają 2 wady: pierwsza - odkręcanie daje się wyeliminować, wystarczy mocno dokręcić nakrętkę. W zaczep przy pasku wsadzam szeroki śrubokręt który stabilizuje go i wtedy mocno na chama dokręcam nakrętkę. Ściskany pasek działa jak podkładka sprężynowa, co skutecznie wspomaga "kontrowanie" nakrętki. Tak dokręcony zaczep nigdy mi się nie poluzował.
Druga wada strasznie mnie denerwująca to brudzenie kołków przy basie. Kołki wycierają się i mają brudno szary nalot którym mam coś wiecznie upierdolone.
Dunlopy, 2 rodzaje - w GMRze mam zainstalowane wpuszczane w korpus. Genialny i pewny patent.
Mam też założone te z kołkiem, ale do basów do "grania spokojnego". One są tak skonstruowane, że punkt w którym jest przykładana siła jest oddalony sporo od rogu korpusu, jest dźwignia większa niż w Schallerach i boję się że mogę wyrwać kołek z korpusu wyłamując drewno. Jest to częsta przypadłość gitar Ibaneza.
Ja mam hopla na punkcie pasków.
Po latach doświadczeń z różnymi szerokościami okazało się co następuje:
Szerokość paska ma znaczenie. Ciężar basu ma znaczenie.
Mam szeroki pasek, mam nawet kurwa kilka szerokich pasków.
Ne wesela biorę Laklanda lub Jazza bo ważą po 4kg. Lżejsze basy może i występują ale nie wiem czy wśród tych akceptowalnych dla mnie brzmieniowo.
I co? Ramię nadal napierdalało.
System zaczął działać jak kupiłem stołek perkusyjny Tamy i zacząłem siedzieć w czasie grania, wtedy kiedy tylko się da, tzn jak nie śpiewam.
Straplocków mam 3 rodzaje.
Schallery - działają dobrze. Mają 2 wady: pierwsza - odkręcanie daje się wyeliminować, wystarczy mocno dokręcić nakrętkę. W zaczep przy pasku wsadzam szeroki śrubokręt który stabilizuje go i wtedy mocno na chama dokręcam nakrętkę. Ściskany pasek działa jak podkładka sprężynowa, co skutecznie wspomaga "kontrowanie" nakrętki. Tak dokręcony zaczep nigdy mi się nie poluzował.
Druga wada strasznie mnie denerwująca to brudzenie kołków przy basie. Kołki wycierają się i mają brudno szary nalot którym mam coś wiecznie upierdolone.
Dunlopy, 2 rodzaje - w GMRze mam zainstalowane wpuszczane w korpus. Genialny i pewny patent.
Mam też założone te z kołkiem, ale do basów do "grania spokojnego". One są tak skonstruowane, że punkt w którym jest przykładana siła jest oddalony sporo od rogu korpusu, jest dźwignia większa niż w Schallerach i boję się że mogę wyrwać kołek z korpusu wyłamując drewno. Jest to częsta przypadłość gitar Ibaneza.

