02-18-2014, 11:34 AM
(02-18-2014, 10:02 AM)bunialski napisał(a):(02-18-2014, 09:54 AM)jetofuj napisał(a): Basowe distortion to nudziarstwoFuzz to już inna bajka!
Mądrzy ludzie w latach 60. wymyślili booster, właśnie po to, żeby pchnąć lampy we wzmacniaczu. Jakbym miał lampowy wzmacniacz, to właśnie bawiłbym się w boostery - tylko mam tu na myśli klasyczne, jednotranzystorowe konstrukcje. Ma to parę części na krzyż, więc minimalnie ingeruje w brzmienie i nie zabija dynamiki.
Ciekawe. Masz jakieś faworyty? Wiesz distortion zmienia charakter brzmienia fakt ucina trochę dynamiki ale dodaje też coś ciekawego. Na lampie te wszystkie elementy składowe ładnie się rozkładają w przestrzeni. Dużo się dzieje. Dźwięki wirują, wariują jest fun duży.
Distortion też zawsze ma swój charakter, ale kluczem tu jest raczej dynamika, czułość i selektywność. Fuzz zaś ma z góry określone brzmienie - i to jest najważniejsze - i jest raczej instrumentem per se. Trzeba się nauczyć go używać. Ma często wiele "ograniczeń", ale za to jest znacznie bardziej kolorowy.
W czasach, kiedy wymyślono klasyczne boostery, basistom zależało nie na brudzie, ale na jak największej czystej mocy. Dlatego nie są one popularne wśród basistów i trzeba iść niestety w customowe zabawki - np. zmodyfikowanego Rangemastera (oryginalnie jest to treble booster, ale można podmienić kondensatory, żeby zrobił się z tego full range - takiego używał chociażby Tony Iommi).


