10-29-2014, 01:35 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-29-2014, 01:40 PM przez warstadt.)
Oukej. Nou ofens ment or tejken.
Nie umiemy niczego tajemniczego, a słyszymy, jak każdy: albo "na ucho" pasuje brzmienie bębnów do rodzaju muzyki, klimatu i aranżu kawałka, albo nie. Tu chodziło o zbyt głośny, sycząco-szeleszczący i odklejony na maksa hi-hat. Dlatego byłem ciekawy, czemu taka realizacja w bardzo zacnym studio Vintage. Okazało się, że to czyjś celowy zabieg - moim zdaniem zły.
"Autopsja": nagrywaliśmy już parę razy w bardzo różnych warunkach (od piwnicy po Woobie Doobie) i NIE ZAWSZE były problemy z brzmieniem perkusji. Czasem były, czasem nie - ale zawsze udawało się coś sensownego zrobić na etapie miksu. Największym "problemem" był sam perkusista z własnymi obsesjami i przekonaniem, że wie, jak ma grać i brzmieć. Ale ja - pilotując miksy - pilnowałem tylko, żeby jego partia w miarę pasowała do całości. Konkluzja: po ostatnim nagrywaniu i miksowaniu wymieniliśmy gościa na inny egzemplarz, z którym jeszcze w studio nie byliśmy. Będziemy w przyszłym roku coś nagrywali, to się okaże, jak nowemu idzie.
Brzmienie z dobrego (drogiego) studia nie zawsze się podoba. Słyszałem drogie nagrania brzmiące irytująco słabo, słyszałem (fakt, że rzadko) bębny nagrane w sali prób tak, że klękajcie narody - ale to nie do haj-fajowej muzyki. Haj-fajowa muza musi mieć dobre i drogie studio. Niestety.
Wiadomo, że nagrywanie bębnów to masakra. Ale głównie dlatego, że perkusiści mają często kiepski atak/artykulację/timing, a oczekiwania HO-HO. Jak grasz tak, jak grasz, to bębnów z Toola czy Black Sabbath nikt z tego nie ukręci. Lepiej od razu zaprogramować na kompie
Nie mam porad. Prócz jednej, kluczowej. Dopilnować (PRZED nagrywaniem) aranżu i spójności bębnów z całością numeru. Mieć perkusistę, który zna swoje miejsce w zespole i wie, kiedy może napierdalać i łamać własne solówki, a kiedy po prostu z wyczuciem rytmicznie stukać nie jęcząc że mu nudno. A jak nie kuma - wyjebać z zespołu na zbity pysk i szukać nowego. Bo z kiepskiego bębniarza najdroższe studio i najlepszy realizator nie wyciągnie "dobrego" brzmienia.
Nie umiemy niczego tajemniczego, a słyszymy, jak każdy: albo "na ucho" pasuje brzmienie bębnów do rodzaju muzyki, klimatu i aranżu kawałka, albo nie. Tu chodziło o zbyt głośny, sycząco-szeleszczący i odklejony na maksa hi-hat. Dlatego byłem ciekawy, czemu taka realizacja w bardzo zacnym studio Vintage. Okazało się, że to czyjś celowy zabieg - moim zdaniem zły.
"Autopsja": nagrywaliśmy już parę razy w bardzo różnych warunkach (od piwnicy po Woobie Doobie) i NIE ZAWSZE były problemy z brzmieniem perkusji. Czasem były, czasem nie - ale zawsze udawało się coś sensownego zrobić na etapie miksu. Największym "problemem" był sam perkusista z własnymi obsesjami i przekonaniem, że wie, jak ma grać i brzmieć. Ale ja - pilotując miksy - pilnowałem tylko, żeby jego partia w miarę pasowała do całości. Konkluzja: po ostatnim nagrywaniu i miksowaniu wymieniliśmy gościa na inny egzemplarz, z którym jeszcze w studio nie byliśmy. Będziemy w przyszłym roku coś nagrywali, to się okaże, jak nowemu idzie.
Brzmienie z dobrego (drogiego) studia nie zawsze się podoba. Słyszałem drogie nagrania brzmiące irytująco słabo, słyszałem (fakt, że rzadko) bębny nagrane w sali prób tak, że klękajcie narody - ale to nie do haj-fajowej muzyki. Haj-fajowa muza musi mieć dobre i drogie studio. Niestety.
Wiadomo, że nagrywanie bębnów to masakra. Ale głównie dlatego, że perkusiści mają często kiepski atak/artykulację/timing, a oczekiwania HO-HO. Jak grasz tak, jak grasz, to bębnów z Toola czy Black Sabbath nikt z tego nie ukręci. Lepiej od razu zaprogramować na kompie
Nie mam porad. Prócz jednej, kluczowej. Dopilnować (PRZED nagrywaniem) aranżu i spójności bębnów z całością numeru. Mieć perkusistę, który zna swoje miejsce w zespole i wie, kiedy może napierdalać i łamać własne solówki, a kiedy po prostu z wyczuciem rytmicznie stukać nie jęcząc że mu nudno. A jak nie kuma - wyjebać z zespołu na zbity pysk i szukać nowego. Bo z kiepskiego bębniarza najdroższe studio i najlepszy realizator nie wyciągnie "dobrego" brzmienia.


